|
Jak starosta pełczycki omal nie doprowadził do wojny pomorsko-krzyżackiej. Dionizy z wielkiej rodziny von der Ostenów na Płotach i Dąbiu Gryfickim (ok. 1414–1477), barwna postać pomorskiego średniowiecza.
Po służbie na wyspie Gotlandii u wygnanego ze Skandynawii króla Eryka słupskiego, wszedł w 1450 r. na służbę księcia szczecińskiego Joachima, zostając jego wójtem ziemi pełczyckiej, okolonej z trzech stron przez krzyżacką wtedy Nową Marchię, wciśniętej między okolice Barlinka i Choszczna. Książę skarżył się 4 III 1451 u Ludwika von Erlichshausena, wielkiego mistrza w Malborku, na wrogość wobec Dionizego ze strony wójta Nowej Marchii, Krzysztofa Eglingera. Znienawidzili się tak bardzo, że Eglinger całe księstwo omal nie wprowadził w stan wojny z Krzyżakami. Spór miał prywatny podkład, bo Eglinger przez chciwość nie chciał dopuścić do tego, by wielki mistrz dał Dionizemu w lenno „do wspólnej ręki” z Arndem (Arnoldem) von der Ostenem dobra Golenice i Warnice w rejonie na zachód od Myśliborza. Na tym tle Eglinger również z Arndem pozostawał w stanie konfliktu. Arnd syn Ulryka II, ongiś (do 1408) pana na Drezdenku, nie miał syna a tylko trzy córki, toteż zaistniała realna groźba utraty golenickich dóbr przez rodzinę Ostenów. Dionizemu, chociaż Pomorzaninowi i bardzo dalekiemu krewnemu, chodziło o przejęcie tego golenickiego lenna. Spór się zaostrzał. Eglinger donosił 23 V 1451 z Barlinka do swej centrali w Malborku o sporach ze starostą Pełczyc, o rokowaniach za pośrednictwem wysłanych doń do Chomętowa (k. Dobiegniewa) trzech „manów” (tj. mężów stanu rycerskiego), z propozycją odbycia rokowań 14 czerwca i następnie o gwałcie na jego siedmiu ludziach wysłanych z Gorzowa do Choszczna, dokonanym 20 maja przez Dionizego i jego 14 ludzi na otwartej drodze pod Pełczycami, w mniemaniu, że to sam znienawidzony wójt Eglinger podąża. W walce jeden z ludzi Eglingera został zabity, a jego zbrojny koń zajęty, uwięziono innych, z których jednego zwolniono, kilku zdołało zbiec. Zginął jeden Pomorzanin.
Z powodu tej walki wójt stanął ze swymi w Barlinku, na pograniczu z ziemią pełczycką i nadal gromadził tam maństwo, by pod zamek pełczycki pociągnąć dla ukarania Dionizego. Ponieważ jednak do rokowań i pokoju parły miasta okoliczne po obydwu stronach granicy, Eglinger prosił wielkiego mistrza o instrukcje. Burmistrz pogranicznych Pyrzyc mu doniósł o swej inicjatywie dla ratowania pokoju. Udał się on do Szczecina, ale księcia Joachima nie było w mieście, do niego posłów szybko jednak posłał, by do ukarania sprawcy niepokoju doprowadzić, toteż po powrocie nalegał, by do tego czasu może się jednak Eglinger przed uderzeniem na Pełczyce powstrzymał. Dlatego Eglinger ze swej strony proponuje rokowania 22 czerwca na granicy pod Pyrzycami w Nowielinie, chociaż wątpi by wtedy doszło do porozumienia. Pisał znów 9 czerwca z Myśliborza o odroczeniu zjazdu na prośbę księcia o 14 dni, co jest, jego zdaniem, grą na zwłokę i oczywiście prowadzi do wojny, a wymaga to na nowo organizacji zaopatrzenia i gromadzenia wojska. Przypominał z wyrzutem dostojnikom z Malborka o swym zamiarze ataku zaraz po zajściu, gdy miał już wojsko pod ręką, ale uległ namowom rycerstwa i miast by działań zbrojnych zaniechać, co – jak się okazuje - było błędem. Trzy dni później w kolejnym liście, donosił stamtąd o groźbie ataku księcia, o zbrojeniach w księstwie szczecińskim i parciu miast oraz rycerstwa Nowej Marchii do marszu na Pełczyce. Przytacza wypowiedź Dionizego, o której mu doniesiono, że on chce „wielkiego mistrza i cały Zakon przepędzić nad Ren skąd przybył i gdzie jego miejsce”. Te słowa wójt chce podczas zjazdu Dionizemu wytknąć mimo oponowania rycerstwa, które w tej sprawie go mityguje, by konfliktu nie zaostrzać. Daje pod rozwagę mistrzowi skierowanie wobec tego na rokowania innych dostojników zakonnych, bo sam jest w stanie wielkiego wzburzenia. W obliczu wagi problemu, dla zakończenia konfliktu z Dionizym, na rokowania 6 lipca w Nowielinie wielki mistrz wystawia pełnomocnictwo licznym posłom na czele z komturem Ostródy, komturem Człuchowa i wójtem Świdwina, a w liście do księcia Joachima wyrażał swe ubolewanie z powodu konfliktu. Nie znamy wyników tych rozmów jeśli się w początkach lipca odbyły. Dopiero w liście wójta Nowej Marchii słanym z Gorzowa do wielkiego mistrza 17 sierpnia, dowiadujemy się o rokowaniach z księciem Joachimem odbytych 25 lipca w Myśliborzu w sprawie „mordów i rabunków” Dionizego wobec Zakonu. Dionizy ze swymi ludźmi odmówił wyrównania szkód, zrzucając ten obowiązek na księcia. Dlatego ułożono nowy zjazd 8 sierpnia, ale książę go na 29 sierpnia przełożył, ponieważ miał udać się na „krótką wojnę” z Meklemburgią, zapewniając o woli wyrównania szkód Zakonowi. Zamek Pełczyce zastawił następnie zakonowi joannitów za 2600 reńskich guldenów swego u nich długu. Misja Dionizego w ziemi pełczyckiej zatem dobiegła końca. Książę Joachim zmarł 22 września, co znów spowodowało odłożenie rokowań. Wójt pisał do wielkiego mistrza 19 XI 1451 z Myśliborza, o wyznaczeniu zjazdu z radcami księcia w Granowie na pograniczu pełczycko-choszczeńskim i przeniesieniu go na 18 listopada do Myśliborza. Tu zapadły wreszcie uzgodnienia. Za zabicie pod Pełczycami knechta, jego bratu miało być wypłacone 120 guldenów zadośćuczynienia, z obowiązkiem wyrzeczenia się wrogości wobec księcia. Pozostałe szkody oszacowano na 300 guldenów. Sprawę dochodzenia Dionizego o odszkodowanie wójt uzgodnił z Arndem z Golenic. Postanowiono nie dopuszczać pana na Dąbiu do posiadania z Arndem dóbr golenickich na zasadzie „wspólnej ręki”, a więc pozbawiono go tytułów prawnych do sukcesji. Wójt Eglinger 8 lipca 1453 napisał do stanów księstwa szczecińskiego, że chce szybko spór zakończyć i wobec zwłoki w wyrównaniu szkód groził, że sam sobie na pomorskiej ziemi odszkodowanie znajdzie. Po śmierci Joachima, podczas niepełnoletności jego syna Ottona III, przebywającego na dworze elektorskim w Berlinie, stany szczecińskie już 12 lipca wystosowały pojednawczy list do wielkiego mistrza w sprawie tego konfliktu, poszkodowania Eglingera, bez wiedzy księcia Joachima. Dionizy miał o zjazd prosić, gotowy oświadczyć, że szkody wyrówna i ten ciężar z księstwa zdejmie, toteż wobec gróźb Eglingera proszą, by go przed tym powstrzymano i drogą rokowań spór można było wreszcie zakończyć. Dionizy ustąpił w obliczu zablokowania dostępu do lenn golenickich. Wyniku tych mediacji nie znamy. Już w lutym 1454 w obliczu buntu stanów pruskich Krzyżacy sprzedali Nową Marchię elektorowi brandenburskiemu, a ten wkrótce przekaże Dionizemu dobra golenickie, uczyni go swym radcą dworskim, wójtem świdwińskim (1456), a nawet landwójtem całej Nowej Marchii (1460). Edward Rymar Opracowanie graficzne: Grzegorz Górecki
|