Tank – Relacja z wyprawy

panzer-ivNa początku kwietnia 2006 roku wspólnie z kolegami Tomkiem i „Wujkiem” postanowiliśmy sprawdzić kilka miejsc w rejonie Pyrzyc i Dolic, gdzie w lutym 1945 roku doszło do szeregu potyczek pomiędzy wojskami niemieckimi i radzieckimi.

Oczywiście zabraliśmy ze sobą detektory pieszczotliwie przez nas nazwane (od wydawanych charakterystycznych piskach) Bim-bim i Myszka. Po przeczytaniu dostępnej literatury i przestudiowaniu map. Ruszyliśmy w drogę.

Jedziemy do miejscowości położonych przy rzece Płoni. Wreszcie po dłużącej się zimie „odpalamy” swoje detektory i idziemy do lasu. Wyobraźnia zaczyna pracować…Może to właśnie dziś będzie nasz wielki dzień? Może właśnie dzisiaj ziemia odkryje przed nami swoje największe skarby? Pobudzeni wyobraźnią rozbiegamy się po lesie – każdy w inną stronę. Kilkadziesiąt minut chodzenia i niestety nic. Sprzęt ani pisnął. Zaczynamy wątpić, czy aby na pewno przyjechaliśmy w to miejsce, o którym pisał żołnierz niemiecki w swych wspomnieniach?

Wreszcie jest sygnał. Niestety. Znajdujemy to co zwykle druty, kapsle i inny złom.. Jest również kawałek blachy w kolorze khaki, saperkę i na tym koniec. Rozczarowani postanawiamy jechać w inne miejsce. Plany krzyżuje nam uparty Tomek, który nie daje za wygraną i proponuje sprawdzić jeszcze łąkę. Z drogi biegnącej tuż obok zagaduje do nas zaciekawiony rowerzysta. – Co pan szuka, robaków na ryby? Tłumaczymy tubylcowi, że szukamy eksponatów do muzeum i interesujemy się walkami, które rozgrywały się na tych terenach podczas II wojny światowej.

Rowerzysta, wyraźnie zdziwiony podpowiada, żeby jechać do wioski, gdzie pewien rolnik ma płot zrobiony z luf z dział przeciwlotniczych. Pakujemy więc sprzęt i jedziemy, prosto do tego rolnika. Na miejscu okazało się, że spóźniliśmy się o jakieś 2-3 lata. Lufy rzeczywiście pełniły rolę sztachetek płotu za stodołą, ale kiedy złom podrożał padły łupem złomiarzy. Jak się okazało ojciec rolnika zdemontował te lufy-sztachety z dział niemieckich pozostawionych na pobliskim cmentarzu.

Trudno, znowu nic. Jedziemy dalej. Niechętnie godzę się na sprawdzenie jeszcze jednego miejsca w okolicy Dolic. Przy wjeździe do wioski mijamy stare poniemieckie domostwa, a tuż za nimi „cud socjalizmu” – bloki z wielkiej płyty. Kierujemy się w stronę parku. Ustawiamy detektory. Już na drodze Tomek znajduje łuskę od naboju. Serca zabiły nam mocniej. Rozchodzimy się po parku – każdy w inną stronę. Detektor daje znak. Jest kilka łusek od „pepeszy” i „mausera” oraz dziwnie podziurkowane kawałki blachy.

Nagle sygnał stał się wyraźny i doniosły. Kopię delikatnie, bo nigdy nie wiadomo, co kryje ziemia szczególnie ta sponiewierana wojenną zawieruchą. Spod zwałów różności wyciągam ciężkie drzwiczki, chyba żeliwne. Zmęczony, ciągnę złom do samochodu. Po drodze spotykam Tomka również ze „zdobyczą” w rękach.

– Co znalazłeś? – pytam rzucając swoje drzwiczki na ziemię.
– Trochę złomu i ogniwo od gąsienicy czołgu – odpowiada jeszcze bardziej zmęczony kolega.
– A ty co masz? – dodaje.
– A ja znalazłem właz do czołgu – śmiejąc się odpowiadam sam nie wierząc, w to co mówię.
Pokazuję mu drzwiczki, śmiejemy się razem.

Dochodzimy w końcu do wniosku, że to drzwiczki od starego pieca. Wracamy do samochodu. Po chwili dochodzi do nas „Wujek” w towarzystwie nieznajomego mężczyzny ( ten to zawsze znajdzie jakiegoś towarzysza do rozmów).

– I co chłopaki macie? – zagadnął zaciekawiony „Wujek”.
– Właz od czołgu i ogniwo od gąsienicy – śmiejąc się odpowiadamy z nadzieją w głębi duszy, że to prawda. „Wujek” sprowadza nas na ziemię. Jako autorytet w tej dziedzinie (30 lat służby w wojsku) stwierdza, że to właz do czołgu nie jest, ale na pewno drzwiczki od strzelca karabinów maszynowych lub kierowcy czołgu lub działa samobieżnego. Jak twierdzi chorąży Piotr Ochociński był to czołg PzKpfw – IV.

panzer

„Wujek” z wielką pasją zabiera się do czyszczenia znaleziska. Usuwa ziemię. Po zewnętrznej stronie widać farbę w naszym ulubionym kolorze khaki. Jeden z zawiasów jest urwany. Nasza wyobraźnia podpowiada nam różne obrazy. Serce zaczyna morderczą pracę… Co to był za czołg, jaka była jego historia, jaką przebył drogę, wreszcie, co stało się z nim po wojnie. Pytań jest coraz więcej. Może po wojnie wysadzili go saperzy? Czołg pewnie został trafiony pociskiem przeciwpancernym lub zbombardowany przez samolot. Niestety więcej elementów czołgu nie znaleźliśmy. Postanawiamy, że następnym razem musimy przejść się po miejscowych gospodarstwach. Być może, że części „naszego” czołgu, podzieliły żywot wspomnianych luf i „służą” ludziom w gospodarstwach jako kowadła tudzież inne przedmioty użyteczne bądź ozdobne. Zebrane informacje ułatwiłyby identyfikację czołgu lub działa samobieżnego.

Mężczyzna, który przyszedł z „Wujkiem” opowiedział nam ciekawą historię związaną z parkiem, na terenie którego – wg nas – miało dokonać się wielkie historyczne odkrycie. Otóż w parku tym stał piękny dwór. Miał 99 pokoi. Studnia z hydrofornią znajdowała się w piwnicy. Dworek posiadał swoją oczyszczalnię ścieków. Po ustaniu działań wojennych uszkodzony budynek rozebrano, a odzyskaną w ten sposób cegłówkę wywieziono na odbudowę Warszawy. W budynku była winda. Ów mężczyzna był świadkiem jak rok temu niemieccy potomkowie właściciela dworku przyjechali na swe dawne włości. Koparką wyciągnęli część windy. Mieli plany. Pod szybem windy wykopali pięknie zdobioną motywami roślinnymi kanę (prawdopodobnie na mleko). Jak się okazało kana przez ponad 60 lat broniła przez zniszczeniem rodzinne pamiątki: zdjęcia, filmy, dokumenty. Niemcy wraz z zawartością kany wyjechali.

Rozżaleni myślą, że nasze tereny opuściły tak cenne pamiątki, których nie udało nam się nawet skopiować wracaliśmy do domu. No i znowu zostaliśmy uprzedzeni, chociaż nie powinniśmy niczego żałować. Przecież zabrali pamiątki po swoich przodkach, może jedyne, które im zostały.

Obecnie miejsce dworku to tylko wielkie gruzowisko i piwnica ze studnią. Jesteśmy źli. Komu kiedyś zależało na niszczeniu pięknych dworów? Strach pomyśleć ile pięknych dworków a nawet kościołów rozebrano na Ziemiach Odzyskanych. Zaopiekujmy się tym co zostało, nie dajmy doprowadzić do ruiny dworków i pałaców, które również znajdują się na terenie naszej gminy.

Znaleziony przez nas wizjer wraz z częścią gąsienicy po konserwacji znajdą miejsce w Pełczyckiej Izbie Historycznej lub zostaną przekazane muzeum w Dolicach (jeśli takie istnieje), bo tam jest ich miejsce.